Każdy z nich miał swojego przyjaciela, każdy wiedział, że kiedy naprawdę będzie źle, prawdopodobnie on będzie jego ostatnią deską ratunku. Kiedy zbliżała się godzina próby, musieli działać jak jedność, musieli sobie ufać i wiedzieć czego mogą od siebie wymagać. Kiedy jeden miał problem, kiedy był słaby, wtedy drugi również miał kłopoty, bo razem stanowili zespół, stanowili dwie istoty zjednoczone we wspólnej walce o przetrwanie. Wojna nie szczędziła im trudów, ale jako przyjaciele wiedzieli, że ich wzajemne oddanie to gwarancja powodzenia i warunek utrzymania przy życiu. Jeden bez drugiego byliby jak bez ręki, dlatego wzajemnie troszczyli się o siebie, jeden zdobywał dla drugiego pożywienie, drugi niósł pierwszego na grzbiecie by mogli szybciej i sprawniej pokonywać szlaki. Ludzie i konie byli nierozłączni, zaś ułańskie oddziały były jednymi z najskuteczniejszych i najsprawniejszych. Odznaczali się też męstwem, a to zapewne dlatego, że każdy ułan miał przyjaciela, co do którego był pewien, że się na nim nie zawiedzie. To dawało im siłę, by nie upadać w obliczu zagrożenia i stawiać czoła wrogom oraz nadzieję i odwagę z powodu tego, że nigdy nie byli osamotnieni, że jeszcze jedno ciepłe i bijące serce jest obok nich gotowe podjąć wspólnie największe wyzwania. Ułani zostali owiani pieśniami zwycięzców i uhonorowani niejednokrotnie jako żołnierze obrońcy. Ułani nie znali narzekań i żalu, ich misja mimo, że często kosztowała ich życie lub zdrowie była sumą zbiorowej świadomości, która chciała uwolnić się spod ucisku. Wróg nie zawsze doceniał siły ułanów. Oni – żołnierze, ich konie i szabla, to wszystko co stanowiło o sile oddziałów ułańskich. Jednak największą ich siłą były waleczne serca, które bardziej tęsknotą do wolności i niezależności, niż zagrożeniem były napędzane wciąż z większą zaciekłością. Dziadek też miał konia, a właściwie to dwa konie, ponieważ jednego dziadek przeżył. Uratował mu życie zasłaniając przed armatnią kulą, która chciała dosięgnąć dziadka. Dziadek uskoczył, ale jego przyjaciel zginął rażony potężną siłą. Dziadek często wspominał swojego przyjaciela, a drugiego jaki towarzyszył mu na wojnie wziął do siebie, kiedy nie było już o co walczyć. Ten drugi żył długo razem z dziadkiem, znali się dobrze i mogli na sobie polegać. Jednego dnia kiedy dziadka dopadła choroba, jego przyjaciel nie mógł znieść osamotnienia. Położył swój łeb przy dziadkowych nogach i razem z nim odszedł, by dalej dziadek nie był sam.