Na terenach szwajcarskich dolin, dwa lata po wybuchu, na skutek oziębienia klimatu ludzie cierpieli głód, który spowodowała klęska nieurodzaju, bardzo wysokie ceny zbóż, więc trzeba było jeść trawę oraz mięso padlych zwierząt. Złe odżywianie jest przyczyną częstszego zapadania na różne choroby. Najbardziej ucierpiała pozbawiona ziemi biedota. Podczas tamtego okrutnego lata często jedynym sposobem zdobycia czegokolwiek do jedzenia była kradzież, ale nawet tym, który mieli ziemie było ciężko. Mogli się uważać za szczęśliwców, jeśli udało im się zebrać dość, by starczyło dla nich samych; praktycznie nie było mowy o sprzedaży produktów spożywczych. To, co kiedyś traktowano, jako drobną, nieszkodliwą kradzież, stało się największym przestępstw, a tym, których przyłapano na kradzieży artykułów żywnościowych publicznie ucinano glowy. W miarę, jak głód się szerzył wiele osób opuściło dolinę. Pozbawieni środków do życia robotnicy rolnik, wdowy, porzucone dzieci ciągnęli do dużych miast. Pisano o ulicach pełnych prostytutek i żebraków, szajkach kieszonkowców, opryszkach, napadających na każdego, kto ma pieniądze. Większość historyków uważa, ze spowodował to chaos pod koniec wojny napoleońskiej, ale zapomniano o gwałtownej zmianie klimatu. Archiwa nadal kryją wiele zagadek, ale ponieważ ten temat nie jest zbyt popularny trudno przekonać kogoś do zajęcia się nim.
Czytać, jak z książki
Jeden rzut oka na obszar dna krateru wulkanu Tambora, wynoszący czterdzieści kilometrów kwadratowych daje wyobrażenie, ile pyłu musiało dostać się do atmosfery. Zablokował on dopływ promieni słonecznych do powierzchni ziemi na drugim końcu świata. Z warstw w dole można czytać, jak ze stron książki, a każda stanowi zapis jednej erupcji. Najgrubsza jest najwyższa warstwa, pozostałość po katastrofalnym wybuchu z 1815 roku. Na całym obwodzie Kaldery występują szczeliny, przez które wydobywają się gazy z wnętrza ziemi, wszędzie czuć zapach zgniłych jajek, czyli dwutlenku siarki. Procesy hydrotermalne w Kalderze są znacznie bardziej nasilone, niż poprzednio. Wnętrze Kaldery wypełniają opary z kominów hydrotermalnych, co dobitnie świadczy o tym, że magma jest teraz znacznie bliżej powierzchni, niż szesnaście lat temu. Najwyraźniej wzrasta ciśnienie magmy w komorze. Niebezpieczeństwo nie wisi w powietrzu, ale kiedyś wulkan znowu wybuchnie. Siarka, widoczna dzisiaj pochodzi z tego samego źródła, z tej samej magmy, znajdującej się na dużej głębokości we wnętrzu tego wulkanu co siarka, która doprowadziła do erupcji w 1815 roku. Szacuje się, że wulkan Tambora, oprócz pyłu, skal i popiołu wyrzucił ponad dwieście milionów ton dwutlenku siarki do atmosfery. W wyniku erupcji powstała kolumna wysokości pięćdziesięciu kilometrów.
Zwariowana pogoda
Wysoko w stratosferze mikroskopijne cząsteczki pyłu wulkanicznego w powietrzu utworzyły aerozol, który stanowił barierę, odbijającą promienie słoneczne. Minęło kilka miesięcy, nim pod wpływem wiatrów, wiejących na dużej wysokości aerozol z równika rozprzestrzenił się wokół planety. Skutki tego na półkuli północnej po raz pierwszy dało się odczuć w 1816 roku, kiedy nie nadeszła ciepła wiosna. Aerozol stopniowo opadał, aż znalazł się na wysokości, na której mogły wymyć go opady deszczu. Ochłodzenie trwało kilka lat, ale największe było w 1816 roku. Pogoda w Ameryce północnej zwariowała: nie chodziło tylko o to, że w jednym tygodniu było zimno, a potem się ociepliło, ale ustalił się pewien typ pogody, który się powtarzał. Do osób, które prowadziły wtedy zapiski należał prezydent Thomas Jefferson, który przez cale lato, codziennie notował temperaturę powietrza. Skrupulatny obserwator przyrody zauważył katastrofalne połączenie suszy i dużych mrozów. Zboża nie dojrzewały, zwierzęta domowe padały, a tych, które przeżyły nie było czym karmić. W Nowej Anglii i południowo wschodniej Kanadzie wielu farmerów zbankrutowało, a dalej na północy zimowe lody w ogóle nie stopniały. Jedna relacja nawet opisuje te zmiany, jako rewolucję w dziedzinie klimatu. Statki z dostawami towarów potrzebowały wielu dni, a nawet tygodni, by się przedrzeć przez lody.